Co się działo na gorącym zazwyczaj rynku iberyjskim?
Dwa lata temu na sprowadzenie Neymara do Barcelony Real odpowiedział telenowelą transferową z Balem w roli głównej, zakończoną happy-endem. Rok temu po zakontraktowaniu zawieszonego Suareza, Królewscy odpowiedzieli podpisaniem gwiazdy mistrzostw w Brazylii: Jamesa Rodrigueza. Przez ostatnie 10 lub więcej lat mogliśmy się emocjonować rywalizacją tego duetu nie tylko na boisku, ale też na rynku transferowym. Oba kluby zawsze wydawały najwięcej pieniędzy na nowych piłkarzy. W tym okienku było inaczej.
Największe wydatki na nowych piłkarzy poniosło Atletico, którego jednym z udziałowców został pół roku wcześniej najbogatszy Chińczyk Wang Jianlin. Rojiblancos wzmocnili przede wszystkim atak . Dokonali transferu jednej z największych gwiazd ostatnich lat w lidze portugalskiej Jacksona Martineza za (z FC Porto za 35 mln EUR). Kolumbijczyk zastąpił nieco zbyt topornego jak na ligę hiszpańską Mario Mandzukicia oddanego do Juventusu za niecałe 20 mln EUR. Oprócz niego do formacji ofensywnych przyszli też Carrasco z Monaco i Vietto z Villareal (obaj po 20 mln). W obronie doszło do wymiany wysłużonego już Mirandy (wypożyczony do Interu) na znacznie młodszego Savicia z Fiorentiny (25 mln EUR). Po rocznym pobycie w Chelsea do Atleti ponownie dołączył też Filipe Luis Kasmirski.
Równie ciekawie było w Valencii. Klub mając nowego właściciela: singapurskiego biznesmena Petera Lima, który jest obecnie właścicielem 70% akcji klubu, zainwestował ponad 110 mln EUR w perspektywicznych zawodników. Z samej Benfiki (aktualny mistrz Portugalii) przyszli za 60 mln EUR Rodrigo, Joao Cancelo i Andre Gomes. Z Monaco, jako zastępcę za sprzedanego za ponad 40 mln EUR do Man City, sprowadzono Aymena Abdennoura za 25 milionów. Takich wydatków nie widziano w klubie spod znaku nietoperza od prawie 10 lat!
Real Madryt chciał tego lata kupić trzech bardzo dobrych (a przynajmniej drogich) piłkarzy. Udało się sprowadzić tylko dwóch: Kovacicia (z Interu za 35 mln EUR) i Danilo (za ponad 30 mln z Porto). Tym trzecim miał być jeden z trzech-czterech najlepszych bramkarzy na świecie David de Gea. Wcześniej zrobiono dla niego miejsce pozbywając się legendy klubu Casillasa (co ciekawe Real wciąż będzie opłacał dużą część jego kontraktu). Znowu mieliśmy do czynienia bardzo długą sagą transferową, której finał miał miejsce w ostatnim dniu okienka. Wszystko było już dopięte na ostatni guzik, kwota była ustalona, ale podobno spóźniono się o dwie minuty z rejestracją piłkarza. Pech, gra na zwłokę Manchesteru United czy frajerstwo Realu? Cała historia miała swój epilog niecałe dwa tygodnie później kończąc się podpisaniem nowego kontraktu przez de Geę. Manchester wygrał tę batalię.
Absurdalna sytuacja panowała tego lata u aktualnego mistrza (i obrońcy Pucharu Króla) Barcelony. Katalończycy mimo zakazu transferowego obowiązującego do końca roku, kupowali w najlepsze. Na miejsce legendy-kapitana Xaviego, który odszedł do Kataru, zakontraktowano jednego z najlepszych środkowych pomocników ligi Ardę Turana (za ponad 30 mln EUR) oraz konkurencję na prawą obronę dla Daniego Alvesa - Aleixa Vidala (17 mln EUR). Obaj będą mogli grać dopiero od stycznia 2016. Ważnym transferem z klubu było odejście Pedro Rodrigueza, który za niecałe 30 mln EUR przeniósł się do Chelsea. Barca w tym okienku wydała znacznie mniej niż w ostatnich latach, czyżby zbierała na Paula Pogbę?
Parę interesujących ruchów miało miejsce w innych klubach Primera Division. Z Sevilli oprócz Vidala odszedł Bacca (do Milanu za 30 mln EUR). Przyszłi z kolei Konoplanka (za darmo z powodu wygaśnięcia kontraktu z Dnipro) i Immobile (wypożyczenie z Borussi Dortmunt po nieudanym pierwszym sezonie w Bundeslidze. Villareal przygarnął do siebie byłego snajpera Valencii Roberto Soldado (nieudany pobyt w Tottenhamie). Real Sociedad sprowadził z powrotem do siebie Asiera Illaramendiego za 15 mln EUR z Realu Madryt. Dwa lata temu Los Blancos zapłacili za niego ponad dwa razy tyle. Niezły deal dla Sociedad.
W tym roku nie było transferów wielkich gwiazd do La Liga. W przyszłym spodziewam się dalszego odcinka rywalizacji Realu i Barcy na tym polu. A później, wraz z wejściem w życie nowego prawa dotyczącego sprzedaży praw telewizyjnych (wspólna umowa i bardziej wyrównana redystrybucja pieniędzy pomiędzy klubami) oraz planami przebudowy Bernabeu i Camp Nou (oszczędności), coraz większego zacierania się różnic w poziomie sportowym i finansowym pomiędzy gigantami z Madrytu i Barcelony oraz pretendentami z Mestalla i Vicente Calderon.
Zobacz też:
Primera DivisionTagi: la liga | wszystkie wpisy
Obrazek na górze: Najdroższy transfer w La Liga to sprowadzenie Ardy do Barcelony. (LauraHale)